Ech wy młodzi jedno słowo
Lecz Dusza Eraty woła
Do mnie, a nie do pety
Pisz wiersze jak Poeta
Dla innych myśląc o Poezji...
Słowo i ciąg myśli myślę
Jak Poeta natchniony prze Poezje
Chciałbym odpisać lecz nie mogę
Ku pokrzepienia Eraty a nie Ciebie
Byś zrozumiał jak Cierpi Poeta.
Jednak gdy myśl przyjdzie nagła
Pisz i myśl o Mnie ja przeczytam
Lecz pomnij chociaż na chwilę
I o innych słuchających poezji
Wybrańcy tabu zafascynowani Eraty.
Teraz ja nie przeczę poeta jesteś
Mimo, że Erata woła ocal Go
Od Poezji lirycznej do poety
Niech pisze dla mnie myśląc o Nim
Jak wstaną i aplauz będzie ja uwierzę,
Że nie zmarnowałam siebie dla Poety
Kraków 2011.IV15
Autor Jacek Krawczyk
czwartek, 14 kwietnia 2011
To nic poeci...
Ech co tam dostała Nobla
Pisała wiersz po wierszu
Lecz metafora zgubiła ją
Poezja nie dała się oszukać
Ponieważ Pani zrozumie Ją.
Teraz wyraz kropka i ten przecinek
Daje myśl przewodnią
Jak wykres paraboli
Lecz kto odgadnie jak nie Poezja
Która wie jak cierpi Dusza Poetki.
Kwiecie, pędzie, krzak i drzewo
Cztery wyrazy mimo gdy Poezja prosi
Daj siebie więcej i odsłoń twą lirykę
Jasno wyrażając swoje myśli
W myśl zasady Poeta poecie nie równy.
Zaszumiało jak przy wirze spadły liście
Drzewo gołe lecz nadzieja Maja
Że wiosna odsłoni nowe pędna
Dając asumpt poetce jak zasiać
By zbierać z Poezją od poetki...
Kraków 2011.IV.15
Autor Jacek Krawczyk
Pisała wiersz po wierszu
Lecz metafora zgubiła ją
Poezja nie dała się oszukać
Ponieważ Pani zrozumie Ją.
Teraz wyraz kropka i ten przecinek
Daje myśl przewodnią
Jak wykres paraboli
Lecz kto odgadnie jak nie Poezja
Która wie jak cierpi Dusza Poetki.
Kwiecie, pędzie, krzak i drzewo
Cztery wyrazy mimo gdy Poezja prosi
Daj siebie więcej i odsłoń twą lirykę
Jasno wyrażając swoje myśli
W myśl zasady Poeta poecie nie równy.
Zaszumiało jak przy wirze spadły liście
Drzewo gołe lecz nadzieja Maja
Że wiosna odsłoni nowe pędna
Dając asumpt poetce jak zasiać
By zbierać z Poezją od poetki...
Kraków 2011.IV.15
Autor Jacek Krawczyk
I Ona wiedziała...
Filiżanka czarnej i mocnej uśpiła mnie
Lecz ciasteczko do niej
Zasmakowało jak lody śmietankowe
Dając poczucie powonienia aromatu
Tej pierwszej kawy po egzaminie dojrzałości...
Nic myślę sobie procentuje wiek sportowy
Dotrzeć do mety przed Nimi sportowcami
Lecz Ona wybiegła przede mną
I wtedy zrozumiałem, że razem wygramy
Ten pierwszy bieg ku miłości...
Razem napełniamy ten dzban wina
Pijąc do dna zapominając o życiu
I mimo,że jesteśmy pijani
Wiemy, że nie z winy lecz z miłości
Ku wzajemnej tęsknocie za zjednoczeniem...
Teraz już nic się nie liczy
Tylko ten pęd do fascynacji nami
Jak ogier z klaczą
Jednak już po wyczerpał się dzban
Wino przelało się i trzeźwi rozstaliśmy się...
Kraków 2011.IV.14
autor Jacek Krawczyk
Lecz ciasteczko do niej
Zasmakowało jak lody śmietankowe
Dając poczucie powonienia aromatu
Tej pierwszej kawy po egzaminie dojrzałości...
Nic myślę sobie procentuje wiek sportowy
Dotrzeć do mety przed Nimi sportowcami
Lecz Ona wybiegła przede mną
I wtedy zrozumiałem, że razem wygramy
Ten pierwszy bieg ku miłości...
Razem napełniamy ten dzban wina
Pijąc do dna zapominając o życiu
I mimo,że jesteśmy pijani
Wiemy, że nie z winy lecz z miłości
Ku wzajemnej tęsknocie za zjednoczeniem...
Teraz już nic się nie liczy
Tylko ten pęd do fascynacji nami
Jak ogier z klaczą
Jednak już po wyczerpał się dzban
Wino przelało się i trzeźwi rozstaliśmy się...
Kraków 2011.IV.14
autor Jacek Krawczyk
piątek, 1 kwietnia 2011
Chłopięcy profesjonalizm
Mój pierwszy pocałunek języczek-języczek
A twarz nie zmieniona w profesjonalnym ujęciu,
Lecz bez lampy błyskowej.
Gasząc światło miłości.
Wtajemniczyła mnie Ona
Następna dziewczyna
W nieznane zakamarki mej Duszy,
Lecz Ja błądząc po omacku ciągle stęskniony
Za najlepszym aparatem,
Lecz już bez lampy błyskowej,
Ale światłem słonecznym na łonie natury.
I tak już pozostało
Profesjonalny aparat.
Nie znający swej Duszy
Przeklętej przez kadry.
Odwiecznej profesjonalistycznej mej Duszy.
Kraków 1999.I.10
Autor Jacek Krawczyk
A twarz nie zmieniona w profesjonalnym ujęciu,
Lecz bez lampy błyskowej.
Gasząc światło miłości.
Wtajemniczyła mnie Ona
Następna dziewczyna
W nieznane zakamarki mej Duszy,
Lecz Ja błądząc po omacku ciągle stęskniony
Za najlepszym aparatem,
Lecz już bez lampy błyskowej,
Ale światłem słonecznym na łonie natury.
I tak już pozostało
Profesjonalny aparat.
Nie znający swej Duszy
Przeklętej przez kadry.
Odwiecznej profesjonalistycznej mej Duszy.
Kraków 1999.I.10
Autor Jacek Krawczyk
czwartek, 31 marca 2011
Obudziłem się 1 kwietnia...
Oczy przecieram i słucham oczywiście radia i słucham jak śpiewa Tina Turner i myślę sobie dziś jest mój pierwszy dzień kiedy nareszcie los uśmiechnie się do mnie. Już pobiegłem do łazienki gdy zadzwonił telefon i odbieram goły wychodząc z pod prysznica i słyszę "Wygrał Pan Wygrał Pan" ja się pytam co "Mercedesa", no czy Pan mówi poważnie "jak najbardziej proszę się tylko z nami skontaktować". Nic myślę sobie idę pod prysznic już się namydlam gdy nagle ktoś puka wybiegam spod prysznicu i otwieram a to sąsiad mówi, żebym mu pożyczył cukier, ale jemu się nie śpieszy ponieważ poczeka jak się wykąpię. Ja cały w skowronkach mówię to nic zaraz dam panu cukier i dałem kilogram. Wróciłem z powrotem pod prysznic i uśmiechnięty zaczynam myć włosy gdy nie uwierzycie widzę w mojej kabinie niezgadnięcie kobietę a na dodatek mówi, że z agencji towarzyskiej przysłanej przez serwis naprawczy piecyków gazowych. Nic no to ja myje plecy tej blondynce i.., nagle dzwoni budzik i mówi dzisiaj jest pierwszy kwietnia prima a prim is. I wtedy dotarło do mnie, że ktoś mi zrobił kawał, ale kto jak ja dopiero się obudziłem...Autor Jacek Krawczyk
Oszalałem z miłości
Mgła, zacima w mych oczach
Lecz widzę w ciemności
Twą postać czując wibracje
Członków pierwszego pocałunku
Doznania kochania zjednoczenia ciała.
Teraz ja dumny idąc po chodniku
Lecz już nie z partnerką,
A z moją dziewczyną
Owładnięty inicjacją Tabu
Zjednoczenia ducha i ciała.
Miłość kto ją odczuje
Wie, że jak narkotyk
Pragnie się go najbardziej
Im częściej wstrzykujesz
Tym bardziej zwiększasz dawkę.
Przedawkowałeś i ciemność widzę
Lecz nie mojej miłości,
A jej zawładnięcia mną,
Bym kochał nie siebie a ją
Dla zwykłej prokreacji.
Tak, miłość ma dwa oblicza
Jedno pragnienie i jedno dążenie
Do dania i brania
Tym bardziej im jesteś nagi
Gdy widzisz obydwóch w lustrze.
Kraków 2011.III.31
Autor Jacek Krawczyk
Lecz widzę w ciemności
Twą postać czując wibracje
Członków pierwszego pocałunku
Doznania kochania zjednoczenia ciała.
Teraz ja dumny idąc po chodniku
Lecz już nie z partnerką,
A z moją dziewczyną
Owładnięty inicjacją Tabu
Zjednoczenia ducha i ciała.
Miłość kto ją odczuje
Wie, że jak narkotyk
Pragnie się go najbardziej
Im częściej wstrzykujesz
Tym bardziej zwiększasz dawkę.
Przedawkowałeś i ciemność widzę
Lecz nie mojej miłości,
A jej zawładnięcia mną,
Bym kochał nie siebie a ją
Dla zwykłej prokreacji.
Tak, miłość ma dwa oblicza
Jedno pragnienie i jedno dążenie
Do dania i brania
Tym bardziej im jesteś nagi
Gdy widzisz obydwóch w lustrze.
Kraków 2011.III.31
Autor Jacek Krawczyk
środa, 23 marca 2011
Chryzantemy
Złociste prześwitujące w nagrobnym flakonie
Spojrzały na oczy płaczącej matki.
Introjekcja świata dzieciństwa pokoleń.
Zabiło serce
Kwiat wspomnień nagrobnych.
Otworzywszy niebo dla nadzieji lepszego jutra,
A z oczów pociekły łzy płaczących kwiatów Polski.
Psychologia głębi ludzkich cierpień pokoleń.
Sarkofag kolejnych obsecji myśli ludzkich.
Przeistoczyły się w złociste chryzantemy.
Sphragis pieczęci chrześcijańskiej Polski.
Chryzantemy złociste pierwszego listopada.
Słońcem oblekły grób nadając blask klepsydrze
Z datą życia i śmierci pokoleń genów Polskich.
Stworzywszy obraz cmentarza jaśniejącego
Ogniem świec.
Duchem pachnącym zejściem
W świat ludzi stapających w niebiańskim niebie.
Aniołów stróżów niepodległej Polski.
Kraków 2000.XI.9
autor; Jacek Krawczyk
"A takim krzyżyką niewiele potrzeba, paciorek i odrobine chleba, lecz z takiego jadła żyją na chwałę Bogu na podziękę"... (test zaczerpniety z repertuaru Edyty Gepert)
Spojrzały na oczy płaczącej matki.
Introjekcja świata dzieciństwa pokoleń.
Zabiło serce
Kwiat wspomnień nagrobnych.
Otworzywszy niebo dla nadzieji lepszego jutra,
A z oczów pociekły łzy płaczących kwiatów Polski.
Psychologia głębi ludzkich cierpień pokoleń.
Sarkofag kolejnych obsecji myśli ludzkich.
Przeistoczyły się w złociste chryzantemy.
Sphragis pieczęci chrześcijańskiej Polski.
Chryzantemy złociste pierwszego listopada.
Słońcem oblekły grób nadając blask klepsydrze
Z datą życia i śmierci pokoleń genów Polskich.
Stworzywszy obraz cmentarza jaśniejącego
Ogniem świec.
Duchem pachnącym zejściem
W świat ludzi stapających w niebiańskim niebie.
Aniołów stróżów niepodległej Polski.
Kraków 2000.XI.9
autor; Jacek Krawczyk
"A takim krzyżyką niewiele potrzeba, paciorek i odrobine chleba, lecz z takiego jadła żyją na chwałę Bogu na podziękę"... (test zaczerpniety z repertuaru Edyty Gepert)
Subskrybuj:
Posty (Atom)